RÓŻA ANNA PUZYNOWSKA – ROZA

Urodzona w 1984 roku w Warszawie. Studiowała sztuki piękne na University College of Falmouth (Kornwalia, Anglia) oraz National Academy Museum & School (Nowy Jork, USA); kostiumografię w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru (Warszawa) i Malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych Warszawie, gdzie uzyskała tytuł Magistra Sztuk Pięknych.

Pracowała w Malarnii Kostiumów stołecznego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. W Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru była asystentką projektanta mody Mariusza Przybylskiego, gdzie piastowała także stanowisko nauczyciela Rysunku modowego i studyjnego.

Jest członkiem grupy artystycznej „Młodzi Sztuką”.

Jej prace malarskie były przedmiotem wykładów, sympozjów kultury, publikacji prasowych, radiowych i telewizyjnych. Wystawiała w Polsce, na Ukrainie, w Wielkiej Brytanii i USA. Jej obrazy można znaleźć w prywatnych kolekcjach na terenie kraju, Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych.

O RÓŻY

Z pewnością nie bez powodu znaleźliście się na oficjalnej stronie Róży Puzynowskiej. Pozwolę sobie zająć Państwu trochę czasu i przedstawić jej artystyczną historię…

„Malarstwo jest dla mnie jak powietrze, gdy nie maluję – jestem rozdrażniona i czuję, że się duszę…”
Róża

Jej bohater.

W dzieciństwie była tak zwanym „dzieckiem klocek”. W przerwie, pomiędzy milionem pytań do wszechwiedzącego taty, przeważnie siedziała cicho w jednym miejscu, nie zmieniając pozycji, całkowicie pochłonięta swoim światem. Do szczęścia potrzebne były jej kolorowe kredki oraz blok do rysowania. Rysowała wszystko to, co ją ciekawiło i interesowało. Według Mamy czuła się wtedy jak ryba w wodzie. Lubiła rysować ludzi. W trudnych czasach PRL-u (Polska Rzeczpospolita Ludowa) absurdem były długie kolejki obywateli do sklepów. To była jedna z pierwszych prac, które narysowała. Był to rok 1987, miała wtedy trzy lata. Jednak ulubionym bohaterem zawsze był tata, którego postać regularnie przewija się przez jej malarsko-rysunkowe podłoża.

Roza oil paintings

Od lewej:

  • „Tata. Prognoza trzech stadiów utraty włosów” (1987), ołówek i kredka na papierze, wymiary: 14,8 x 21 cm
  • „Mój Tata Marek” (1993), ołówek na papierze, wymiary: 21 x 29,7 cm
  • „Tata wśród postaci z naszych ulubionych dobranocek” (1994), ołówek i kredki na papierze, wymiary: 29,7 x 42 cm
  • „Tata w XVII wiecznej krezie” (1996), węgiel na papierze, wymiary: 29,7 x 42 cm
  • „Tata. W podrygach Egona Schiele” (2006), olej na płótnie, wymiary: 120 x 130 cm

Jej artystyczny talent dostrzegli opiekunowie w przedszkolu – zapisali ją do klubu „Misia Jogi”. Na licznych zajęciach rozwijała nie tylko swój malarski talent. Uczyła się m.in. gry na pianinie, organach, flecie. Wygrywała liczne konkursy plastyczne i literackie, otrzymywała wyróżnienia. „Zawsze miałam wsparcie w moich Rodzicach, którzy nieprzerwanie dają mi możliwość progresu” – mówiła Róża.

Instynkt przeżycia.

Dziadek był stolarzem, lubił dłubać w drewnie i jeździć po światowych targach wystawienniczych. Z kolei tata to „złota rączka” – potrafi naprawić wiele rzeczy, a w młodości nawet dla siebie szył. Podczas swoich prac zawsze znajdywał czas dla córki – uczył robić obrazy z kaszy i gwoździ, lepić ludziki ze ścinków drewna. To była dla Róży znakomita odskocznia od rysowania. Dzięki niej pobudzała swój artystyczny umysł.
Tata również lubił rysować. Podczas czytania książki „Ostatni Mohikanin” robił szkic Indian w swoim notatniku.
Roza oil paintings

Fragmenty szkicownika. Indianie z zeszytu do lektur Marka Puzynowskiego. (lata 70.XXw.)
długopis na papierze
wymiary: 21 x 29,7 cm

Natomiast mama Róży ma dryg krawiecki. W niełatwych latach 80-tych w Polsce ciężko było o kupno odzieży. Aby przetrwać w szarej monotonii, amatorsko szyła na maszynie ubrania dla siebie i mini wersje dla swojej córeczki.

Goła, gruba, ruda i bez zębów.

W trakcie nauki w liceum zarabiała pierwsze pieniądze malując dla przyjaciół. Miała jedynie 16 lat, a już jedną nogą wkraczała w dorosłe życie. Pierwszy raz poważnie zetknęła się z farbami olejnymi na kursie przygotowawczym na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Była wtedy jeszcze w liceum, ale już wyraźnie poczuła, że chce się specjalizować w tej właśnie technice. Pierwszą pracą, którą namalowała tym sposobem był akt.
Kobieta, która pozowała była ewidentnie zmęczona życiem. Goła, gruba, ruda, bez zębów. Na oko miała 35 lat, choć wyglądała na 50. Co za wyzwanie! „Nigdy w życiu nie widziałam ciała, które sprawia wrażenie, że się świeci od środka. Ta pani miała fascynująco przezroczystą skórę. Choć jeszcze nie wiedziałam jak w pełni oddać taką luminację – była to pierwsza poważna praca, którą sprzedałam.”
Liceum ukończyła z dyplomem artysty plastyka ze specjalizacją wystawiennictwo. Po maturze przyszedł czas na egzaminy do Akademii Sztuk Pięknych – wydział Malarstwa w Warszawie.

Roza oil paintings

“Ona” (2004)
olej na płótnie
wymiary: 70 x 100 cm

Bratnia dusza z Kornwalii

Do ASP dostała się za pierwszym razem, bez żadnych problemów, choć wybierała pomiędzy historią sztuki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Po drugim roku wyleciała na pół roczną wymianę do Anglii. Studiowała na University College of Falmouth (Fine Arts) w Kornwalii. Poza studiowaniem musiała również pracować. To nie był łatwy czas. Miała dwie prace – sprzątanie w barze oraz pomoc domową – dotrzymywanie towarzystwa 80-letniej pani. Co ciekawe, jej 60-letnia córka była malarką, a zięć majsterkował w piwnicy. Ucieszyła się! Miała świetną kompankę do rozmowy o sztuce. „Pani Sue Davis reprezentowała zupełnie inny styl malowania niż ja. Lubiła formę abstrakcyjną. To był zupełny przypadek, że trafiłam na bratnią duszę. Cały wyjazd był dla mnie wartościową lekcją życia. Do tej pory jesteśmy w kontakcie”.
Roza oil paintings

“Dziękuję Pani Sue Davis” (2005)
kredki i technika własna na ręcznie farbowanym papierze pakowym
wymiary: 100 x 120 cm

Studia na ASP – bezpruderyjna panna

Co roku organizowana jest na ASP wystawa prac studentów. Chodzi się na nią, aby złapać inspirację i nauczyć się czegoś nowego od swoich kolegów. Róża niewiele wynosiła z takich pokazów, jako że praktycznie wszystkie obrazy były takie same. A co gorsze, żadnego się wtedy nie pamięta. Większość nie wzbudza żadnych emocji, nie ma jasnego przekazu. Kiedy przyszedł czas na egzamin magisterski Róży, zdecydowała się wyróżnić. Nie chciała szokować. Chciała porozmawiać o emocjach. Postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami i aspektami człowieczeństwa, które według niej są ważne w dzisiejszym świecie. „Namalowałam osiem płócien wokół tematu „Stereotypy a Tożsamość ” – o fizyczności, schematach zachowań i o relacjach międzyludzkich. Między innymi dwa autoportrety jako androgen i hermafrodyta. To były akty, więc wzbudziły kontrowersje, niemniej promotor był moimi pracami zachwycony. W efekcie zostałam jednym z trzech wyróżnionych studentów na ASP – najlepsze dyplomy 2009”.
foto0005

From left:

  • “STEREOTYPY A TOŻSAMOŚĆ. Dyptyk Androgyn” (2009), olej na płótnie, wymiary: 185 x 185 cm
  • “STEREOTYPY A TOŻSAMOŚĆ. Dyptyk Ewa” (2008), olej na płótnie, wymiary: 72 x 183 cm
  • “STEREOTYPY A TOŻSAMOŚĆ. Dyptyk Adam II” (2008), olej na płótnie, wymiary: 72 x 183 cm
  • “STEREOTYPY A TOŻSAMOŚĆ. Dyptyk biało-czarne, czarno-białe” (2009), olej na płótnie, wymiary: 185 x 185 cm

Złoty duet

Po otrzymaniu dyplomu z ASP poszła na drugie studia. Wybrała Międzynarodową Szkołę Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie – kierunek kostiumografia i między innymi tak zaczęła się jej przygoda z Malarnią Kostiumów w stołecznej Operze Narodowej.

Pewnie zastanawiacie się Państwo dlaczego Róża wybrała kierunek studiów tak odrębny od malarstwa. To była bardzo osobista sprawa. „Zawsze fascynowała mnie mowa sceny w teatrze, operze czy balecie. Jednak nie był to mój plan na karierę. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało – poszłam na te studia dla Mamy, która wpadła w depresję pooperacyjną. Miała poważne problemy ze zdrowiem – parokrotnie uniknęła paraliżu. Nie mogła już pracować, a zwykłe codzienne czynności sprawiały jej ogromną trudność. Straciła sens życia, a ja postanowiłam, że muszę ją z tego wyciągnąć, więc zapisałam nas razem na studia. Wiem, że sama nie dałaby rady ich skończyć. Nie tylko psychicznie, ale i fizycznie było by to awykonalne. Uwielbia szyć, więc ten kierunek był dla niej idealny. Poza tym MSKPU dało mi możliwość tworzenia ruchomych obrazów na pograniczu mody i kostiumu.”
Zrobiły dyplom w duecie. Za kostiumograficzną pracę „Dziewięć kręgów anielskich i piekielnych” na podstawie “Boskiej Komedii” Dantego otrzymały wyróżnienie. Mama wreszcie odżyła pomimo ciągłych zdrowotnych problemów.

Roza oil paintings

Fragmenty kolekcji kostiumów Róży i Ewy Puzynowskich.
“Persona. Anioły i Demony. 9 kręgów anielskich i 9 kręgów piekielnych wg Dantego” (2012)
projekty na papierze i realizacje kostiumograficzne

Marzenia o Nowym Jorku

W 2013 roku poleciała na studia dla niezależnych artystów w Nowym Jorku. National Academy Museum & School – independent artist Fine Art course. Wysyłając zgłoszenie nie była pewna czy da radę. Wybierając tę uczelnię kierowała się miejscem. Nowy Jork kipi energią, można spotkać artystów z każdego zakątka świata i podpatrzeć jak oni pracują, myślą, jak spędzają czas. „To była dla mnie potężna dawka energii i inspiracji. Jednak nie wszyscy potrafili wykorzystać pobyt w tym magicznym miejscu.”.
Poznała wiel u artystów i tyle samo podejść do sztuki. Byli ludzie którzy w swojej pracowni rysowali przez godzinę jedną kreskę, przez następną się na nią patrzyli, w kolejnej machnęli drugą, a później wychodzili na papierosa. Byli też nawiedzeni pracoholicy. Niektórzy strasznie narzekali na samotność w wielkim mieście. Ubolewali na brak znajomych, tęsknili za rodziną, zupełnie nie rozumiejąc po co tu są i że to od nich zależy co zrobią ze swoim wolnym czasem. Mieli klapki na oczach. Strata tych, co wybierają mentalność filozofów i tkwią w jednym miejscu.
”Wiedziałam po co przyleciałam do NY. Świetnie wspominam swoich wykładowców. Ingo pochodził z Niemiec, był rzeźbiarzem, z którym fantastycznie było podzielić się torebką herbaty. Z kolei Samuel był malarzem i pisarzem. Dostałam od niego książkę, która jest dla mnie rewelacyjnym źródłem natchnienia. Mogłam zobaczyć jego pracownię – od razu dostałam kolejny zastrzyk twórczej energii!”

W „Wielkim Jabłku” ponownie trafiła na bratnie dusze. Na Brooklynie mieszkała z przebojową Polką, która miała 40 lat i też była malarką. Lubiła z nią chodzić na wystawy i koncerty. Druga postać to 80-letnia afro-amerykańska primaballerina Raven Wilkinson, która złamała barierę koloru skóry, podpisując w 1955 roku umowę na pełny etat z Ballet Russe w Monte Carlo . “Niesamowita osobowość – piękny człowiek z piękną duszą. Raven to legendarna persona w kulturze Nowego Jorku. Spędziłam z nią mnóstwo czasu. Byłyśmy w kinie, teatrze, a nawet na balecie. Cieszę się, że mogłam ją poznać. Dla takich sytuacji warto postawić w życiu wszystko na jedną kartę” – wspomina Róża.

“…czym dla mnie jest Sztuka? Musi mnie wewnętrznie wzbogacać emocjonalnie i sprawić, że poczuję się wyjątkowo. Każda emocja jest dobra, jej brak jest porażką. Malarstwo jest odtrutką na marazm i duchowe odrętwienie. Ma Cię uwznioślać, a dobre dzieło wypalić w Twojej duszy i chodzić za Tobą nie dając spokoju.”

Róża

W imieniu Róży i swoim zapraszam do jej emocjonującego świata.

Rozmawiał Michał Jędrzejkowski