CYKL SUPERNOWA: „MĄDRA DZIEWCZYNA ODCHODZI ZANIM ZOSTANIE PORZUCONA…BARBARA KURDEJ-SZATAN – JAKO MARILYN MONROE”.

4 października 2015

Mój rok 2014 był dość wyboisty. Zarówno zdrowie, jak i sprawy rodzinne, przyczyniły się do drastycznych zmian w życiu osobistym. Zdecydowałam się zniknąć na 9 miesięcy w Nowym Jorku. Zarejestrowałam się na kurs dla niezależnych artystów i skupiłam na sztuce. Był to okres zbierania nowych doświadczeń oraz umiejętności, także tych społecznych. Muszę podkreślić, że niezmiernie interesujące jest znaleźć się wśród masy ludzi i czuć się całkiem samotnym. I mimo, że takie uczucie nie jest mi wcale obce na co dzień, biernie doświadczane poprzez bliskie mi osoby wprawiało mnie w ciągłe zdziwienie. Ten czas właśnie oraz następujące przygody doprowadziły do stworzenia serii SUPERNOWA.

SUPERNOWA jest zbiorem portretów osobistości, legendarnych gwiazd, które na zawsze zmieniły oblicze amerykańskiej kultury, ale zgasły zbyt wcześnie. “Supernowa” pokazuje owe legendy poprzez wycinki z ich codziennej rzeczywistości, a także w momencie ich całkiem unikatowych śmierci. Poprzez ten cykl staram się zgłębić fascynujące mnie zakamarki ich złożonych osobistości. Oto, w szczególności, moje ukłony dla Marilyn Monroe…

Na przełomie 2013 i 2014 roku miałam okazję być uczestnikiem intensywnego, artystycznego kursu, prowadzonego przez National Academy School w Nowym Jorku. Spędziłam tam dziewięć miesięcy. Myślę, że każdy czuje permanentnie inspirującą siłę Nowego Jorku. Ja zostałam tam opętana przez legendę Marilyn Monroe. Zawsze kochałam jej filmy, piosenki, ach… z resztą, co tu dużo opowiadać… Po prostu wszystko związane z latami 50. jest i zawsze było bliskie mojemu sercu. Ale w szczególności Marilyn ma w sobie coś więcej niż słowa potrafią opisać. Dam sobie rękę uciąć, że historie o jej niezaprzeczalnej urodzie i tajemnica wokół jej przedwczesnej śmierci przykuły uwagę przynajmniej 70 % z Was. Oczywiście włączam i siebie w owe statystyki.

Wszyscy kochają Marilyn. Jej masowo multiplikowany wizerunek stał się niezaprzeczalną ikoną XX w. Większość jest jednak mniej lub bardziej udanymi kopiami dzieł Warhola, lub też wariacjami na ich temat, utrzymanymi w popartowym stylu. Jesteśmy wręcz bombardowani jej portretami. Ogromna część współczesnych artystów, albo artystów “to be” zmierzyła się z wizerunkiem MM przynajmniej raz. Nie dziwne. Marilyn kusi i kusić będzie.
Muszę przyznać, że męczy mnie postrzeganie Marilyn jako jedynie sztucznie wykreowaną powierzchowność – jako piękno, zapakowane w skorupę sexappeal’u. Jakoś budzi to we mnie swego rodzaju nieprzepastną pustkę. Nie chciałam tworzyć kolejnego portretu urodziwej Marilyn. Zainspirowana stosem materiałów biograficznych, chciałam namalować historię samotnej i niezrozumianej duszy, która przywiedzie nam na myśl Marilyn, ale nie będzie nią w 100%. Tak, by każdy mógł się z nią identyfikować. Świat nie potrzebuje kolejnego wytrenowanego uśmiechu. W każdym razie ja nie potrzebowałam.
Kto z nas nigdy nie doświadczył samotności będąc nawet wśród innych ludzi? Kto nie czuł się niezrozumiany i w niewłaściwym miejscu…? Nieszczęśliwy i nie w stanie, by sprostać jakimś problemom osobistym? Większość z nas ma siłę, by walczyć z tymi „mrocznymi dniami”, ale niektórzy nie są już takimi szczęściarzami…

W związku z chęcią ugryzienia tematu pod innym kątem, wykreowałam opowieść o samotności. Zaprosiłam do projektu polską aktorkę i piosenkarkę Barbarę Kurdej-Szatan, by wcieliła się w moją Marilyn.
Zebrałam grupę profesjonalistów: stylistę fryzur Kajetana Górę, wspaniałą makijażystkę Annę Wygodę i cudownego szwedzkiego fotografa Georga van der Weyden. Razem przemieniliśmy Barbarę w moją Marilyn.

Pod koniec czerwca 1962 roku Bert Stern zrobił zdjęcia MM dla Vogue’a. Zaraz po oficjalnej sesji, Erik Nygard – asystent absolutnie bez znaczenia, zrobił najbardziej znane zdjęcie w historii. Akt. Nikt nie wiedział, że będą to ostatnie zdjęcia tej słynnej seksbomby.
5 lipca 1962 r. Znaleziono martwą Marilyn w jej domu w Los Angeles.
Ostatnia sesja zdjęciowa niczym przepowiednia była w białych prześcieradłach.
Marilyn zmarła w łóżku… Zatrucie barbituranami. Twarzą w dół. Telefon w dłoni.
Bert Stern, Erik Nygard a teraz – ROZA.

Moja „Marilyn” jest w pościeli. Zwolniony uchwyt dłoni sugeruje możliwą obecność słuchawki telefonu. Jest naprzeciwko nas, ale twarz ma w pewien sposób zniekształconą… usta są krzywe, policzek rozpłaszczony. Ręcznie przyszyte kryształki Swarovskiego wypadają z ust, niczym sugerowane barbiturany. Patrzymy na Marilyn, jak leży na łóżku. Materac stał się transparentny co pozwala nam śledzić jej ostatni oddech. Ona zaś, wpatruje się w nas z seksownymi oczami przysłoniętymi już prawie całkowicie ciężkimi powiekami. Kilka sekund przed ostatnim tchnieniem… Czy słyszycie jej wołanie o pomoc? Tak łatwo jest przeoczyć czyjąś walkę i nie być „na czas”.
Kilka miesięcy później moja ukochana Babcia przegrała walkę z rakiem, a po zaledwie półtorej miesiąca moja Matka Chrzestna poszła za nią w wyniku przedawkowania farmaceutyków. Takie tragedie na zawsze zmieniają świat wokół Ciebie i Twoich najbliższych, a Ty zaczynasz postrzegać świat inaczej. Teraz tylko od Ciebie zależy, czy pozwolisz sobie na załamanie, czy staniesz się feniksem.

Jak to mówią – świat jest sceną. Nie twórzmy go smutnego i pustego.
Nie spalmy się przedwcześnie, jak supernowa…

zobacz prace